czwartek, 9 maja 2013

All my scars is open

WAŻNA NOTKA POD TEKSTEM


Tell them all I know now
Shout it from the roof top
Write it on the sky line
All we had is gone now
Tell them I was happy
And my heart is broken
All my scars are open
Tell them what I hoped would be
I M P O S S I B L E 


Nerwowo odgarniałam gałęzie suchej trzciny  z brzegu rzeki . Przerażenie nadal pulsowało mi przed oczami , lecz nie to jest teraz najważniejsze . Nie widzę żadnego śladu , nie widzę ani kawałka wystającego ponad wodę . 

  - Zayn ! Zayn ! Błagam Cię ! - zaczęłam krzyczeć , czując , jak moje gardło rozrywa się na malutkie kawałeczki .

Odpowiedziała mi cisza i delikatny szum spadającej wody ze pobliskiego strumyka. Bez zastanowienia zdjęłam buty i wleciałam do zimnej wody, delikatnie przykrytej warstwą cieniutkiego lodu. Chwila wpadania do wody powoli spowolniała, a ja czułam pieczenie na całym ciele. Nagle poczułam pod nogą czyjąś rękę- rękę Zayna. Pociągnęłam ją zamaszystym ruchem i wyciągnęłam, po raz kolejny przebijając następną dziurę w skorupie lodowej . 
Z trudem wyciągnęłam ciało mulata z wody. Cała drżałam. Sięgnęłam po telefon, który wyrzuciłam gdzieś wskakując do wody. Nie było zasięgu. Kurwa !

  - Zayn!? Słyszysz mnie? Kochanie! Słyszysz mnie? - pytałam w kółko, klepiąc po policzku.

  Po raz kolejny cisza.

- Zayn. NIe odchodź ja Cię kurwa teraz potrzebuje. NIe tylko ja. No... oddychaj - dukałam, robiąc masaż serca

 Cisza .

Nie wiedziałam co mam zrobić. Przeszedł po mnie zimny wiatr, a ja usiadłam z boku i się poddałam . Byłam bezradna. Nie ... nie mogę się poddać . Tu chodzi o ojca mojego dziecka. Nie!

Wstałam, po czym po raz kolejny zrobiłam mu masaż serca, zakręciło mi się w głowie i upadłam ...


-Emily-

Siedziałam jak głupia rozmyślając, gdzie podziewa się Nadia. Wtulona w objęcia Hazzy , obserwowałam zegarek przysłuchiwając się każdemy tyknięciu. Każdej sekundzie, każdej minucie. Dopiero po czasie dostałam sms z prośbą o kontakt od Nadii . Natychmiast obudziłam Harrego , po czym pokazałam mu powiadomienie. Dzięki Bogu w naszych telefonach jest opcja wyszukiwania jej lokalizacji.

    - Harry ! Nadia jest w lasku opodal mojego domu. Wstawaj, jedziemy do niej !


Wybiegłam na drogę , narażając się na potrącenie.  Zmarznięta , w samej szpitalnej szacie , brak kurtki . Złapałam pierwszą lepszą taksówkę i  pojechaliśmy  do lasku . Cały czas w głowie miałam myśl , aby jak najszybciej dostać się do Nadii . Szukałam najszybszego sposobu aby dojść do niej . Wiem , że potrzebuje pomocy .  Czuje to . Auto się zatrzymało , a ja ciągnąc Harrego za rękę , wręczyłam zwiniętą 10 dolarówkę w rulonik dla taksówkarza . Biegłam ile miałam sił w nogach , przeskakując kłody i górki śniegu . Przeskakując nad kłodami porwałam niebieską szpitalną tunikę , która po całej trasie wyglądała jak ścierka przyczepiona na dwóch ramionach . Dobiegając do brzegu , miałam nadzieję , że znajdę tam Nadię . Musiała tam być ! Stanęłam przy brzegu , nerwowo zerkając w każdy kąt , w każdy krzak , gdy ciepła ręka Hazzy powędrowała na moje biodro . Chciał mnie pocieszyć . Pocałował mnie w czoło po czym szepnął : „ Nie damy rady” . Nie potrafiłam sobie tego przyswoić .  Nie wiedziałam jak mam się zachować , a gorące wręcz pieczące łzy, spływały mi mimo tego po policzkach .

   - Nie mów tak . Oni na pewno gdzieś tu są . – zaczęłam mówić i sztucznie na siłę się uśmiechać , aby tylko nie zabrzmiało to jak ostatnie wydukane przeze mnie słowa .

   - Emily …

    - Żadna Emily ! Jezu . Co ja mam zrobić . – wykrzyczałam w kierunku rzeki , zakrywając twarz rękoma .

     - Nie martw się . Na pewno się znajdą . – powiedział czule .

     - Zawsze tak mówię . „ Nie martw się . Na pewno się znajdą ” , a wiesz ile w tym jest prawdy ? Nie ma żadnej .  – powiedziałam , po czym zaczęłam przeklinać sama do siebie .
  
      - Emily …  - powiedział nie pewnie

    - Nie ma żadnej Emily . – odparłam sucho

   - Ale Emily … - powtórzył

   - Co kurwa !? – wykrzyczałam , dławiąc się łzami .
- Czy po drugiej stronie rzeki to nie oni ? – zapytał , wskazując  palcem na nie wysokie krzaki  .

Moje serce zwariowało , a ja bez zastanowienia weszłam do wody i płynęłam . Mimo zimy i lodu znajdującego się na wodzie nie było mi zimno , wręcz przeciwnie . Czując już grunt pod nogami wybiegłam ile sił w nogach , aby sprawdzić czy Harry się nie pomylił . Harry przeszedł przed kładkę znajdującą się jakieś 5 metrów dalej , lecz ja nie pomyślałam i w przypływie chwili wskoczyłam do wody .  Zauważyłam rękę z telefonem . Tak ! To Nadia !  Podbiegłam po czym przyklękłam i zaczęłam krzyczeć do niej , lecz to nic nie dało  . Im częściej wypowiadałam jej imię , tym ciężej było mi wypowiedzieć je kolejny raz .  A wyglądali jak by spali . Zayn mokry leżał na plecach , a Nadia miała położoną głowę na jego klatce i rękę wyciągniętą z telefonem do przodu .

   - Nadia ! No obudź się kochaniutka ! No proszę . – wzięłam ją na swoje ramię i delikatnie potrząsałam .

   - Sprawdź czy ona …  - powiedział niepewnie Harry .

    - To niemożliwe ! – wykrzyczałam , lecz w pewnym momencie zwątpiłam . Sprawdziłam czy oddycha , lecz jej zimne do bólu ciało wykonywało jeden oddech na około jedną minutę . Przestraszona wyrwałam jej telefon z kościstej ręki  i zauważyłam , że wybrała już numer na pogotowie . Nie zdążyła po prostu nacisnąć zielonej słuchawki . Cała się trzęsłam , a to co się przede mną działo wyglądało jak z najgorszego koszmaru .

  - Masz ! Wzywaj karetkę !  - rzuciłam telefonem w stronę Harrego .

Nie byłam w stanie z kimś rozmawiać . Szczęka mi latała , a taka adrenalina odpowiednio wpływała na mój sposób mówienia . Harry reanimował w tym czasie Zayna , lecz nic nie dało .

   - Już będzie dobrze . Musi być dobrze .  – zaczęłam nerwowo zagarniać grzywkę Nadii za ucho i mówić do niej .

   - Jadą ?

- Będą tutaj dopiero za 20 minut . Ciężko im się dostać z całym sprzętem medycznym do tego miejsca .

 - W dupie ich mam . – powiedziałam , po czym podniosłam Nadię i ruszyłam w stronę kładki .

 - Co ty robisz ? Nie dasz rady ! – krzyknął Harry zza moich pleców .

 - Robię coś , aby uratować moich przyjaciół , pierdolony egoisto ! – wykrzyczałam , po czym poszłam dalej .

 Zerkając  kontrolnie zza plecy, zauważyłam , że Harry wziął Zayna na barki i go niesie . Czyli wziął to sobie do serca . Lecz teraz mam wyrzuty sumienia . Wygarnęłam mu – niby dobrze , lecz nie wiem czy do końca sobie zasłużył . Starał się jak ja . Reanimował Zayna . Wezwał pogotowie . Więc co zrobił źle ?  Jak przez to wszystko , jeszcze sobie życie spierdolę , to będzie bardzo wesoło .
Tym razem już nie dawałam rady przeskakiwać przez górki i kłody . Siły coraz mniej , a Nadia coraz bardziej zauważalna na moich plecach . Momentami upadałam , lecz wtedy Harry podszedł do mnie i wziął Nadię razem z Zaynem . Lecz ja się nie poddawałam , musiałam walczyć . Z ostatkami sił weszłam na ostatnią górkę przy której było wejście do parku . W głowie kręciło mi się  masakrycznie , lecz to nie to teraz było najważniejsze . Musiałam robić tylko tyle , aby zaraz i mnie Harry nie musiał prowadzić . To nie tak miało być . Miało być cudownie . Miało być spokojnie . Nie mam co na to liczyć . Nie teraz . Złapałam się za ostatnią gałąź , próbując się po niej wspiąć i gdy ujrzałam już domki mieszkalne w okolicy , usłyszałam pęknięcie , a ja stoczyłam się w dół . Czułam tylko ogromny ból w prawej ręce , a zamazany obraz wcale nie pomagał .

  - Em ! Emily ! Em ! – usłyszałam stłumiony krzyk Hazzy .

Ciepły dotyk . Jego głos . Otworzyłam oczy i ujrzałam Hazzę . Nadal leżałam na dole .

  - Już wstaje . Dam radę . – odparłam zawzięcie .
   - Pomogę Ci . – powiedział czule .
  - Nie trzeba …  - wydukałam po czum wspięłam się jak najszybciej na górę i położyłam na miękkim śniegu .  


--------------------------------------------------------------------------------------------------

A więc siemka , po bardzo długiej przerwie . Jak wiecie rok szkolny coraz krótszy , a ja mam coraz mniej czasu na bloga :/ Miałam myśl żeby go zawiesić  ,ale pozostałam jednak przy tym c; Proszę o  uczestniczeniu w ankiecie po prawej stronie :>