WAŻNA NOTKA POD TEKSTEM
Tell them all I know now
Shout it from the roof top
Write it on the sky line
All we had is gone now
Tell them I was happy
And my heart is broken
All my scars are open
Tell them what I hoped would be
I M P O S S I B L E
Nerwowo odgarniałam gałęzie suchej trzciny z brzegu rzeki . Przerażenie nadal pulsowało mi przed oczami , lecz nie to jest teraz najważniejsze . Nie widzę żadnego śladu , nie widzę ani kawałka wystającego ponad wodę .
- Zayn ! Zayn ! Błagam Cię ! - zaczęłam krzyczeć , czując , jak moje gardło rozrywa się na malutkie kawałeczki .
Odpowiedziała mi cisza i delikatny szum spadającej wody ze pobliskiego strumyka. Bez zastanowienia zdjęłam buty i wleciałam do zimnej wody, delikatnie przykrytej warstwą cieniutkiego lodu. Chwila wpadania do wody powoli spowolniała, a ja czułam pieczenie na całym ciele. Nagle poczułam pod nogą czyjąś rękę- rękę Zayna. Pociągnęłam ją zamaszystym ruchem i wyciągnęłam, po raz kolejny przebijając następną dziurę w skorupie lodowej .
Odpowiedziała mi cisza i delikatny szum spadającej wody ze pobliskiego strumyka. Bez zastanowienia zdjęłam buty i wleciałam do zimnej wody, delikatnie przykrytej warstwą cieniutkiego lodu. Chwila wpadania do wody powoli spowolniała, a ja czułam pieczenie na całym ciele. Nagle poczułam pod nogą czyjąś rękę- rękę Zayna. Pociągnęłam ją zamaszystym ruchem i wyciągnęłam, po raz kolejny przebijając następną dziurę w skorupie lodowej .
Z trudem wyciągnęłam ciało mulata z wody. Cała drżałam. Sięgnęłam po telefon, który wyrzuciłam gdzieś wskakując do wody. Nie było zasięgu. Kurwa !
- Zayn!? Słyszysz mnie? Kochanie! Słyszysz mnie? - pytałam w kółko, klepiąc po policzku.
Po raz kolejny cisza.
- Zayn. NIe odchodź ja Cię kurwa teraz potrzebuje. NIe tylko ja. No... oddychaj - dukałam, robiąc masaż serca
Cisza .
Nie wiedziałam co mam zrobić. Przeszedł po mnie zimny wiatr, a ja usiadłam z boku i się poddałam . Byłam bezradna. Nie ... nie mogę się poddać . Tu chodzi o ojca mojego dziecka. Nie!
Wstałam, po czym po raz kolejny zrobiłam mu masaż serca, zakręciło mi się w głowie i upadłam ...
-Emily-
Siedziałam jak głupia rozmyślając, gdzie podziewa się Nadia. Wtulona w objęcia Hazzy , obserwowałam zegarek przysłuchiwając się każdemy tyknięciu. Każdej sekundzie, każdej minucie. Dopiero po czasie dostałam sms z prośbą o kontakt od Nadii . Natychmiast obudziłam Harrego , po czym pokazałam mu powiadomienie. Dzięki Bogu w naszych telefonach jest opcja wyszukiwania jej lokalizacji.
- Harry ! Nadia jest w lasku opodal mojego domu. Wstawaj, jedziemy do niej !
--------------------------------------------------------------------------------------------------
A więc siemka , po bardzo długiej przerwie . Jak wiecie rok szkolny coraz krótszy , a ja mam coraz mniej czasu na bloga :/ Miałam myśl żeby go zawiesić ,ale pozostałam jednak przy tym c; Proszę o uczestniczeniu w ankiecie po prawej stronie :>
- Zayn!? Słyszysz mnie? Kochanie! Słyszysz mnie? - pytałam w kółko, klepiąc po policzku.
Po raz kolejny cisza.
- Zayn. NIe odchodź ja Cię kurwa teraz potrzebuje. NIe tylko ja. No... oddychaj - dukałam, robiąc masaż serca
Cisza .
Nie wiedziałam co mam zrobić. Przeszedł po mnie zimny wiatr, a ja usiadłam z boku i się poddałam . Byłam bezradna. Nie ... nie mogę się poddać . Tu chodzi o ojca mojego dziecka. Nie!
Wstałam, po czym po raz kolejny zrobiłam mu masaż serca, zakręciło mi się w głowie i upadłam ...
-Emily-
Siedziałam jak głupia rozmyślając, gdzie podziewa się Nadia. Wtulona w objęcia Hazzy , obserwowałam zegarek przysłuchiwając się każdemy tyknięciu. Każdej sekundzie, każdej minucie. Dopiero po czasie dostałam sms z prośbą o kontakt od Nadii . Natychmiast obudziłam Harrego , po czym pokazałam mu powiadomienie. Dzięki Bogu w naszych telefonach jest opcja wyszukiwania jej lokalizacji.
- Harry ! Nadia jest w lasku opodal mojego domu. Wstawaj, jedziemy do niej !
Wybiegłam na drogę , narażając się na potrącenie. Zmarznięta , w samej szpitalnej szacie , brak
kurtki . Złapałam pierwszą lepszą taksówkę i
pojechaliśmy do lasku . Cały czas
w głowie miałam myśl , aby jak najszybciej dostać się do Nadii . Szukałam najszybszego
sposobu aby dojść do niej . Wiem , że potrzebuje pomocy . Czuje to . Auto się zatrzymało , a ja ciągnąc
Harrego za rękę , wręczyłam zwiniętą 10 dolarówkę w rulonik dla taksówkarza .
Biegłam ile miałam sił w nogach , przeskakując kłody i górki śniegu .
Przeskakując nad kłodami porwałam niebieską szpitalną tunikę , która po całej
trasie wyglądała jak ścierka przyczepiona na dwóch ramionach . Dobiegając do
brzegu , miałam nadzieję , że znajdę tam Nadię . Musiała tam być ! Stanęłam
przy brzegu , nerwowo zerkając w każdy kąt , w każdy krzak , gdy ciepła ręka
Hazzy powędrowała na moje biodro . Chciał mnie pocieszyć . Pocałował mnie w
czoło po czym szepnął : „ Nie damy rady” . Nie potrafiłam sobie tego przyswoić
. Nie wiedziałam jak mam się zachować ,
a gorące wręcz pieczące łzy, spływały mi mimo tego po policzkach .
- Nie mów tak . Oni
na pewno gdzieś tu są . – zaczęłam mówić i sztucznie na siłę się uśmiechać ,
aby tylko nie zabrzmiało to jak ostatnie wydukane przeze mnie słowa .
- Emily …
- Żadna Emily !
Jezu . Co ja mam zrobić . – wykrzyczałam w kierunku rzeki , zakrywając twarz
rękoma .
- Nie martw się .
Na pewno się znajdą . – powiedział czule .
- Zawsze tak
mówię . „ Nie martw się . Na pewno się znajdą ” , a wiesz ile w tym jest prawdy
? Nie ma żadnej . – powiedziałam , po
czym zaczęłam przeklinać sama do siebie .
- Emily … - powiedział nie pewnie
- Nie ma żadnej
Emily . – odparłam sucho
- Ale Emily … -
powtórzył
- Co kurwa !? –
wykrzyczałam , dławiąc się łzami .
- Czy po drugiej stronie rzeki to nie oni ? – zapytał ,
wskazując palcem na nie wysokie
krzaki .
Moje serce zwariowało , a ja bez zastanowienia weszłam do
wody i płynęłam . Mimo zimy i lodu znajdującego się na wodzie nie było mi zimno
, wręcz przeciwnie . Czując już grunt pod nogami wybiegłam ile sił w nogach ,
aby sprawdzić czy Harry się nie pomylił . Harry przeszedł przed kładkę
znajdującą się jakieś 5 metrów dalej , lecz ja nie pomyślałam i w przypływie
chwili wskoczyłam do wody . Zauważyłam
rękę z telefonem . Tak ! To Nadia !
Podbiegłam po czym przyklękłam i zaczęłam krzyczeć do niej , lecz to nic
nie dało . Im częściej wypowiadałam jej
imię , tym ciężej było mi wypowiedzieć je kolejny raz . A wyglądali jak by spali . Zayn mokry leżał
na plecach , a Nadia miała położoną głowę na jego klatce i rękę wyciągniętą z
telefonem do przodu .
- Nadia ! No obudź
się kochaniutka ! No proszę . – wzięłam ją na swoje ramię i delikatnie
potrząsałam .
- Sprawdź czy ona
… - powiedział niepewnie Harry .
- To niemożliwe !
– wykrzyczałam , lecz w pewnym momencie zwątpiłam . Sprawdziłam czy oddycha ,
lecz jej zimne do bólu ciało wykonywało jeden oddech na około jedną minutę .
Przestraszona wyrwałam jej telefon z kościstej ręki i zauważyłam , że wybrała już numer na
pogotowie . Nie zdążyła po prostu nacisnąć zielonej słuchawki . Cała się
trzęsłam , a to co się przede mną działo wyglądało jak z najgorszego koszmaru .
- Masz ! Wzywaj
karetkę ! - rzuciłam telefonem w stronę
Harrego .
Nie byłam w stanie z kimś rozmawiać . Szczęka mi latała , a
taka adrenalina odpowiednio wpływała na mój sposób mówienia . Harry reanimował
w tym czasie Zayna , lecz nic nie dało .
- Już będzie dobrze
. Musi być dobrze . – zaczęłam nerwowo
zagarniać grzywkę Nadii za ucho i mówić do niej .
- Jadą ?
- Będą tutaj dopiero za 20 minut . Ciężko im się dostać z
całym sprzętem medycznym do tego miejsca .
- W dupie ich mam . –
powiedziałam , po czym podniosłam Nadię i ruszyłam w stronę kładki .
- Co ty robisz ? Nie
dasz rady ! – krzyknął Harry zza moich pleców .
- Robię coś , aby
uratować moich przyjaciół , pierdolony egoisto ! – wykrzyczałam , po czym
poszłam dalej .
Zerkając kontrolnie zza plecy, zauważyłam , że Harry
wziął Zayna na barki i go niesie . Czyli wziął to sobie do serca . Lecz teraz
mam wyrzuty sumienia . Wygarnęłam mu – niby dobrze , lecz nie wiem czy do końca
sobie zasłużył . Starał się jak ja . Reanimował Zayna . Wezwał pogotowie . Więc
co zrobił źle ? Jak przez to wszystko ,
jeszcze sobie życie spierdolę , to będzie bardzo wesoło .
Tym razem już nie dawałam rady przeskakiwać przez górki i
kłody . Siły coraz mniej , a Nadia coraz bardziej zauważalna na moich plecach .
Momentami upadałam , lecz wtedy Harry podszedł do mnie i wziął Nadię razem z
Zaynem . Lecz ja się nie poddawałam , musiałam walczyć . Z ostatkami sił
weszłam na ostatnią górkę przy której było wejście do parku . W głowie kręciło
mi się masakrycznie , lecz to nie to
teraz było najważniejsze . Musiałam robić tylko tyle , aby zaraz i mnie Harry
nie musiał prowadzić . To nie tak miało być . Miało być cudownie . Miało być
spokojnie . Nie mam co na to liczyć . Nie teraz . Złapałam się za ostatnią
gałąź , próbując się po niej wspiąć i gdy ujrzałam już domki mieszkalne w
okolicy , usłyszałam pęknięcie , a ja stoczyłam się w dół . Czułam tylko
ogromny ból w prawej ręce , a zamazany obraz wcale nie pomagał .
- Em ! Emily ! Em !
– usłyszałam stłumiony krzyk Hazzy .
Ciepły dotyk . Jego głos . Otworzyłam oczy i ujrzałam Hazzę
. Nadal leżałam na dole .
- Już wstaje . Dam
radę . – odparłam zawzięcie .
- Pomogę Ci . –
powiedział czule .
- Nie trzeba … - wydukałam po czum wspięłam się jak
najszybciej na górę i położyłam na miękkim śniegu .
--------------------------------------------------------------------------------------------------
A więc siemka , po bardzo długiej przerwie . Jak wiecie rok szkolny coraz krótszy , a ja mam coraz mniej czasu na bloga :/ Miałam myśl żeby go zawiesić ,ale pozostałam jednak przy tym c; Proszę o uczestniczeniu w ankiecie po prawej stronie :>